

Niezależnie od tego, ile razy odłożę aparat, natura zawsze w końcu sprawi, że znowu po niego sięgnę…
Makrofotografia pojawiła się w moim życiu z bardzo prostej przyczyny – od zawsze jestem mocno związana z naturą i szczególnie bliski jest mi las. To właśnie tam czuję się najlepiej i tam najczęściej znajduję inspirację. Fotografowanie z bliska pozwoliło mi jeszcze uważniej przyglądać się temu, co kocham – roślinom, mchu, liściom, kwiatom i wszystkim drobnym szczegółom, które łatwo przeoczyć podczas zwykłego spaceru.
Przez lata zdarzało mi się odkładać aparat na dłużej. Życie, inne pasje i codzienność sprawiały, że fotografia na jakiś czas schodziła na dalszy plan. Ale prędzej czy później zawsze do niej wracałam. Szczególnie do makrofotografii.
Myślę, że właśnie dlatego, że pozwala mi zwolnić, zatrzymać się i spojrzeć na naturę z zupełnie innej perspektywy. Bo czasami wystarczy pochylić się nad małym fragmentem lasu, żeby odkryć cały niezwykły świat.
Choć zdarzało mi się odkładać aparat na dłużej, zawsze po pewnym czasie wracałam do makrofotografii. Chyba dlatego, że właśnie ona pozwala mi zwolnić, zatrzymać się i dostrzec niezwykłość w najmniejszych rzeczach.
