Od pierwszego pomysłu, przez próby i błędy, aż po coraz bardziej świadome odnawianie mebli.
Wszystko zaczęło się od przeprowadzki
Moja przygoda z odnawianiem i stylizowaniem mebli zaczęła się właściwie całkiem niewinnie – od przeprowadzki do nowego domu.
Kiedy zaczęłam urządzać swoje wnętrza, coraz częściej dochodziłam do wniosku, że nie chcę otaczać się tym, co można znaleźć w każdym kolejnym sklepie. Zależało mi na czymś bardziej osobistym. Na przedmiotach, które mają swój charakter, nie są idealne i przede wszystkim – nie wyglądają tak samo jak u wszystkich.
Pomyślałam wtedy: a może zamiast szukać gotowych rzeczy, spróbuję stworzyć je sama?
I tak zaczęło się moje małe eksperymentowanie z meblami. Z czasem pojawiły się pierwsze ludwiczki, pierwsze próby ich odnawiania, wybieranie tkanin, kolory, drewno, pędzle, narzędzia… a później również tapicerowanie.



Między drewnem a tkaniną
Mogę połączyć starą formę z czymś zupełnie współczesnym i stworzyć rzecz, której nie znajdę w żadnym katalogu.
Odnawianie mebli szybko przestało być tylko sposobem na urządzenie domu. Stało się sposobem na tworzenie rzeczy po swojemu – trochę eksperymentowania, trochę nauki, czasem błędów, a przede wszystkim ogromnej satysfakcji, kiedy z czegoś starego i zapomnianego powstaje coś, co znowu chce się mieć w swoim domu.
Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nigdy nie wiem, dokąd zaprowadzi mnie kolejny stary mebel.
